Rewitalizacja

Znów pojawiła się szansa, że „Generał Zaruski” będzie pływał! Znów, bo jacht miał być już remontowany przez fundację „Polskie Żagle” w 2003 roku, przy finansowej pomocy Poczty Polskiej. Niestety, realizacja projektu nie powiodła się i statek od tego czasu  stał na terenie stoczni we Władysławowie.

Historia

W 1938 roku z inicjatywy generała Mariusza Zaruskiego, przez Ligę Morską i Kolonialną w szwedzkiej stoczni B. Lunda w Ekenäs koło Karlskrony został zamówiony żaglowiec. Jego projekt wzorowany był na istniejącym już statku „Kaparen”. W 1939 roku budowa została ukończona. Jednak w związku z wybuchem wojny nie było czasu ani możliwości odebrania zamówionego statku, więc pod roboczą nazwą „Kryssaren” (żeglujący na wiatr) pływał pod banderą szwedzkiej szkoły żeglarskiej. Po wojnie Szwedzi powiadomili stronę polską, że jest do odebrania zamówiony i opłacony przed wojną żaglowiec. W styczniu 1946 roku został on przyholowany do kraju. Przemianowany na „Generała Zaruskiego” w hołdzie inicjatorowi budowy, nie został, jak wcześniej planowano, przekazany harcerstwu, ale nowo powstałej organizacji - Lidze Przyjaciół Żołnierza (późniejszej Lidze Obrony Kraju), której to własnością pozostał do roku 2008. W 1950 z powodów politycznych trzeba było znów przemianować jednostkę. Nadano jej bardziej poprawną politycznie nazwę „Młoda Gwardia”. Dopiero po 7 latach udało się ją zmienić na „Mariusz Zaruski”. Swą pierwotną i zarazem ostateczną nazwę odzyskał dopiero w roku 1969.

Do lat 90 „Generał Zaruski” pływał głównie z młodzieżą jako jednostka turystyczno-szkoleniowa. Pod polską banderą dotarł m.in. do Anglii, Francji, Arktyki i Niemiec, brał także udział w wielu Operacjach Żagiel. W tym okresie odbył swój najdalszy rejs docierając jako pierwszy w historii polski jacht na Spitsbergen (1975) pod dowództwem kapitana Andrzeja Rościszewskiego. W latach 1978-1982 żaglowiec przeszedł duży remont w Gdyńskiej stoczni „Nauta” skąd wypłynął z dwoma nowymi silnikami. Zaraz potem Bractwo Żelaznej Szekli odbyło na nim swój pierwszy rejs. Rok później popłynął do Maarienhaminy mając w załodze grupę osób niepełnosprawnych.

W latach 90 został wydzierżawiony prywatnemu armatorowi w Jastarni, który nie dysponował środkami na coraz bardziej potrzebny remont generalny, co w połączeniu z brakiem pomocy ze strony właściciela - Ligi Obrony Kraju doprowadziło „Zaruskiego” do ruiny. W 2003 roku wyremontowania jachtu podjęła się fundacja „Polskie Żagle”, przejmując go na warunkach wieloletniej dzierżawy. Współfinansować jego generalny remont miała Poczta Polska, która po krótkim czasie wycofała się ze współpracy. Niestety Fundacji Polskie Żagle nie udało się dokończyć rozpoczętych już szeroko zakrojonych prac. W efekcie żaglowiec został na kei we Władysławowie gdzie prowadzono remont. Tam „Generał Zaruski” wobec braku opieki i zainteresowania ze strony właściciela niszczał dalej. Na szczęście 15 września 2008 roku miasto Gdańsk podpisało list intencyjny dotyczący przejęcia statku a 3 listopada odkupiło żaglowiec za 150 tyś zł. W ten sposób prezydent Gdańska Paweł Adamowicz podjął decyzję o remoncie statku i uczynieniu z niego flagowej jednostki miasta, na wzór żaglowców - zabytków z innych miast hanzeatyckich. Zaszczytna funkcja armatora historycznego żaglowca przypadła Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji w Gdańsku pod dowództwem Leszka Paszkowskiego, który rozpoczął już przygotowania do odbudowy. Pojawił się też pierwszy poważny sponsor - Stocznia Remontowa S.A., która zobowiązała się do darmowego wykonania podstawowych prac remontowych, a miasto przeznaczyło 1,5 mln zł na remont w najbliższym czasie. W tej chwili nadal poszukiwani są sponsorzy, którzy mogliby wspomóc odbudowę żaglowca finansowo lub przekazać materiały budowlane i wyposażenie.

Co dalej?

Najbardziej optymistyczne prognozy mówią, że jacht będzie pływał już w maju przyszłego roku. Jednak szczegółowa ocena jego stanu, i co za tym idzie oszacowanie czasu potrzebnego na wykonania wszelkich prac zostanie wykonane w Stoczni Remontowej. Powodem opóźnienia prac może być też brak środków finansowych. „Generał Zaruski” po remoncie ma przypominać w jak największym stopniu siebie sprzed 70 lat. Wiele oryginalnych elementów zaginęło lub nie nadaje się do naprawy, jednak tradycyjna winda kotwiczna, koło sterowe, kompas, kod flagowy czy dzwon znajdą się z pewnością na wyposażeniu. Także wnętrze będzie wykończone w stylu starych żaglowców: jedno duże pomieszczenie dla wszystkich członków załogi, ruchome koje, przywrócone do pierwotnego kształtu nadbudówki. Jeśli chodzi o odstępstwa od tradycyjnego stanu, „Generał Zaruski” zostanie wyposażony w nowoczesne urządzenia nawigacyjne i mniejszych rozmiarów silnik, aby mógł pomieścić jak największą liczbę załogi, a właściwie młodzieży…

Dlaczego?

Oprócz pierwotnej postaci żaglowiec ma pełnić również swą pierwotną funkcję. Pływać będzie na nim głównie młodzież. W planach eksploatacji znajdują się takie punkty jak edukacja morska i wychowanie młodzieży, programy pracy profilaktycznej z młodzieżą zagrożoną demoralizacją i wykluczeniem, przekazywanie wiedzy szkutniczej, wymiany zagraniczne, promowanie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego polskiego wybrzeża. Możliwe jest także, że będą prowadzone szkoły pod żaglami, podobne do tych, jakie odbywają się od wielu lat na STS Pogoria. Żaglowiec musi na siebie zarabiać, więc niewykluczone jest, że będzie czarterowany prywatnym osobom lub wykorzystywany do prowadzenia komercyjnych rejsów. Jednak grupą docelową, dla której żaglowiec jest remontowany to młodzież.

To już kolejna próba przywrócenia żaglowca do dawnej świetności. Wydaje się, że tym razem jego przyszłość zapowiada się bardzo obiecująco. Na ostatnich targach „Wiatr i Woda” można było podziwiać oryginalne elementy statku. Okazało się, że jest jeszcze wiele osób, które Generała Zaruskiego pamiętają i gorąco kibicują odbudowie ostatniego, przedwojennego, polskiego żaglowca.


Maciej Rotowski

Absolwent VII Szkoły pod Żaglami